Trzy tygodnie temu zmarł Benedykt XVI, którego w 2013 "emerytowano" za krytykę SOLA SCRIPTURA Pisma Św. A wczoraj 22 bm. obchodzono w Kościele Dzień Promocji SŁOWA BOŻEGO tj. Biblii.

Kilka dni temu, mój kolega z Bratysławy Igor Drač (co oznacza po pol’sku po prostu Smok) mi podesłał tekst, po czesku, że papieża Benedykta XVI po kilku latach jego rządów, w 2013 „wywalono” z papiestwa, za jego nie wystarczająco „pro islamskie” poglądy.

Wg mnie przyczyna niechęci AMRYKANÓW (w szczególności gangu Sorosa, który jest węgierskim żydem o rodzinnym nazwisku Schwartz) było PROGRAMOWE wystąpienie tegoż, nowo wybranego papieża, na jego macierzystym uniwersytecie w Regensburgu, 12 września 2006 roku:

>> Jak stwierdził Benedykt XVI, od momentu Reformacji grecki Rozum zaczął być coraz bardziej oddzielany od biblijnej Wiary i to do tego stopnia, że Wiarę (FIDES) i Rozum (łac. RATIO, gr. ΛΌΓOΣ) w kręgach protestanckich zaczęto uważać za byty nawzajem zupełnie sobie obce. Z jednej strony, jak przypomniał papież „Teza, że krytycznie oczyszczone dziedzictwo greckie tworzy integralną część wiary chrześcijańskiej, została odrzucona przez wezwanie do dehellenizacji (…) Patrząc na tradycję teologii scholastycznej Reformatorzy sądzili, że mają przed sobą system wiary całkowicie ukształtowany przez filozofię, to znaczy wyraz wiary oparty na obcym systemie myśli. (…) Zasada sola scriptura, z drugiej strony, poszukiwała wiary w jej czystej, pierwotnej postaci, tak jak ją pierwotnie znajdujemy w Słowie biblijnym.”

(MG : Ponieważ w dzisiejszej „Amryko-Polsce” ludzie wykształceni – patrz występujcy na neonie24, KJW – nie bardzo już wiedzą co tojest ten wrogi protestantom „hellenizm”, pozwolę sobie przypomnieć, że Benedyktowi XVI chodziło o charakterystyczną dla protestantów JUDAIZACJĘ chrześcijaństwa, bez reszty opartego na ŻYDOWSKIEJ BIBLII)

Benedykt XVI stwierdził dalej:

>> Od czasów Odrodzenia także sami filozofowie zaczęli się odcinać, w swych dociekaniach nad istotą świata, od wiary propagowanej przez Pismo Święte. Papież przypomniał tutaj, bardzo skądinąd religijnego, XVII wiecznego francuskiego fizyka i filozofa Blaise Pascala, który przeprowadził rozróżnienie między „bogiem filozofów, a Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba”, a także jeszcze bardziej radykalnego od niego niemieckiego filozofa Imanuela Kanta, który u progu Oświecenia utrzymywał, że „musi odrzucić myślenie, aby uczynić miejsce dla wiary”. Według Benedykta XVI taka, rosnąca wraz z postępem nauk, wzajemna izolacja elit „żyjących” czy to z krzewienia wiary, czy to z nauki, doprowadziła do tego, że w środowiskach naukowych zarówno pojęcie Boga, jak i zainteresowanie wskazywanym przez tego Boga celem ludzkiego życia, w ogóle znikło. Stwierdził on „W zachodnim świecie powszechnie utrzymuje się, że tylko rozum pozytywistyczny i oparte na nim formy filozofii cieszą się powszechną ważnością. (…) Zachodowi od dawna zagraża taka awersja wobec pytań, które leżą u podstaw jego racjonalności i może on z tego powodu jedynie ponieść wielką stratę. Odwaga, by zaangażować cały dech rozumu, a nie zaprzeczanie jego wielkości — to program, z którym teologia oparta na wierze biblijnej wchodzi w debaty naszych czasów.”

Co więcej, w encyklice „De Caritas Dei” BenedyktXVI, niby mimochodem dodał, że chrześcijaństwo to WRÓG EROSA głownego Boga Hellenów, w rozdz. 3 tej encykliki czytamy bowiem coś takiego:

„Według Friedricha Nietzsche chrześcijaństwo jakoby dało erosowi do picia truciznę, a chociaż z jej powodu nie umarł, przerodził się w wadę. W ten sposób filozof niemiecki wyrażał bardzo rozpowszechnione spostrzeżenie: czy Kościół swymi przykazaniami i zakazami nie czyni gorzkim tego, co w życiu jest najpiękniejsze?… Czy rzeczywiście jest tak? Czy chrześcijaństwo rzeczywiście zniszczyło erosa?"


(MG.: Były to cytaty z Rozdziału 1, zatytułowanego "Antyhellenizm jako „misja cywilizacyjna” Zachodu", rozpoczynjącego zbiór aż 22 mych esejów z początku XXI wieku, pod zbiorczym tytułem "Młot na Rozum Liberalnej Demokracji", wyd. "Świadectwo", Bydgoszcz 2007.)

No i w tym okresie, początku XXI wieku, mnie już jako profesjonalnemu filozofowi, zdarzyło się napisać esej na temat tego sławnego Caritas Dei, czyli Miłosiedzia Bożego. Zachował się on w Rozdziale 3 powyżej wskazanego zbioru esejów:

Pokorny (islam) Homo sapiens z wizytą w Civitas dei, czyli w „mieście Boga”


1. Cristo Redentor, zbawca tradycji „Miasta na wzgórzu”

W roku 2006 na ekranach polskich kin wyświetlany był przez pewien czas brazylijski film pod zagadkowym tytułem „Miasto Boga”. Autor poszedł nań, spodziewając się, jak zwykły śmiertelnik, iż będzie to opowieść o czymś wzniosłym, jako iż „Bóg jest Miłością” jak ludzie przyzwyczajani są sądzić. Jakież było jego zaskoczenie, gdy zamiast scen kojących duszę każdego chrześcijanina, przez dwie godziny oglądał, ponoć osnutą na autentycznych wydarzeniach, opowieść o młodocianych bandytach, terroryzujących mieszkańców ubogich (ale dość estetycznie zbudowanych, dzięki rządowym subsydiom), dzielnic Rio de Janeiro. Jedynym religijnym epizodem w tej ponurej, filmowej opowieści było „nawrócenie się” jednego z gangsterów, któremu policja zaczęła deptać po piętach i który to morderca znalazł swe „zbawienie” w chroniących go przed policją murach lokalnego kościoła.

Skąd zatem się wziął tytuł „Miasto Boga” w odniesieniu do spraw świata przestępczego gigantycznej południowo-amerykańskiej metropolii, nad którą dominuje, z daleka przypominający krzyż swymi rozpostartymi ramionami, wysoki na 38 metrów betonowy posąg Cristo Redentor, Chrystusa Odkupiciela? Bez wątpienia tytuł „Miasto Boga” (łac. civitas dei) autor scenariusza skopiował z tytułu jednego z dzieł biskupa z Hippony, Aureliusza Augustyna, piszącego na początku V wieku. Otóż w całej swej „pobożnej” – by nie powiedzieć wprost, faryzejskiej (i) – działalności pisarskiej, święty Augustyn postulował, iż celem życia chrześcijan ma być budowa na ziemi „państwa (względnie miasta – civitas) bożego”, będącego wypełnieniem starotestamentowych proroctw kapłana Izajasza. Ten żydowski prorok, żyjący 2,5 tysiąca lat temu na wygnaniu w Babilonie, w swych natchnionych pismach głosił nadejście „nowej ziemi i nowego nieba”, kiedy to będzie nad światem zapanuje miasto zwane Nowe Jeruzalem:

Cudzoziemcy odbudują twoje mury,

a ich królowie będą ci służyć (...),

I twoje bramy będą stale otwarte,

ni w dzień, ni w nocy nie będą zamykane,

aby można było do ciebie sprowadzić skarby narodów,

pod wodzą ich królów,

Bo naród i królestwo, które tobie nie będą służyć, zginą,

i takie narody zostaną doszczętnie wytępione. (Iz. 60, 10-12)

Te „budujące” opisy przyszłej wspaniałości Syjonu trwały w marzeniach ludu (a jeśli nie ludu, to przynajmniej kleru) izraelskiego przez całe wieki i zostały powtórzone, prawie literalnie, w kończącym chrześcijański Nowy Testament „Objawieniu” św. Jana:

I poniósł mnie w duchu na wielką górę i pokazał mi miasto święte

Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, (...)

A miasto nie potrzebuje ani słońca ani księżyca, aby mu świeciły,

oświetla je bowiem chwała Boża, a lampą jego jest Baranek.

I chodzić będą narody w światłości jego,

a królowie ziemi wnosić będą do niego chwałę swoją.

A bramy jego nie będą zamknięte w dzień, bo nocy tam nie będzie;

I wniosą do niego sławę i dostojeństwo narodów. (Obj. 21, 10-26)

Żydo-chrześcijańska wizja Nowego Jeruzalem, z dominującym w nim wzgórzem świątynnym Syjon, promieniującym swym nienaturalny (a więc sztucznym) „światłem” na całą Ziemię, bardzo głęboko utkwiła w wyobraźni lubiących się rozczytywać w Biblii protestantów (ii). O tym „mieście na wzgórzu”, będącym „beacon” (latarnią wskazującą kierunek poruszania się) ludzkości wspominał na przykład, w swych prorockich przemówieniach pod koniec XX wieku, prezydent USA Reagan, piętnując jednocześnie wrogie Bogu „Imperium Zła” w formie Związku Radzieckiego. Ten ‘Kraj Rad’ rzeczywiście, wkrótce po zdemaskowaniu go jako łajdackie (rogue) Imperium, rozsypał się w gruzy. Oczywiście to, co się uwidoczniło „na zewnątrz” pod koniec wieku XX-go, było wcześniej pieczołowicie przygotowane w ukryciu. O szczegółach tego gigantycznego „spisku” informuje wchodząca obecnie na rynek polski książka „Prezydent-Papież-Premier” Johna O’Sullivana. Zostało w niej opisane „Przymierze nie świętej trójcy” Ronalda Reagana, Jana Pawła II i Margaret Thatcher, których „porozumienie” z Michaiłem Gorbaczowem doprowadziło do pospiesznego demontażu ZSRR. (W pociągach PKP Intercity we wrześniu br. rozłożone były reklamy tej książki, najwyraźniej propagowanej przez CIA.)

Czymżesz jest zatem, w swej istocie, to Miasto Boga Izraela, którego „światło” jest zdolne powalić nawet najlepiej zbrojne Imperia? Otóż punktem centralnym starożytnej Jerozolimy, rządzonej przez lokalną teokrację, była Świątynia stojąca na wzgórzu Syjon. Według legend została ona zbudowana tysiąc lat przed Chrystusem w okresie rządów króla Salomona, przez architekta o nazwisku Hiram, który w czasach nowożytnych stał się patronem wszystkich, tak zwanych „wolnomurarskich”, tajnych związków robotniczych. To właśnie „światło” emanujące z ruin tej starożytnej jerozolimskiej świątyni, jest tym „światłem chwały Bożej”, które od blisko trzech tysięcy już lat promieniuje na świat cały. I to promieniuje głównie dzięki chrześcijaństwu, które przejęło hebrajski Stary Testament jako swoją „księgę świateł” wiodących ku Bogu.

Jak to omawia w szczegółach mojżeszowa „Księga Kapłanów” (Leviticus), w rozdziale 3 i 4, hebrajski kult świątynny polegał głownie na udzielaniu „odpustów” za popełnione grzechy oraz pospolite przestępstwa. Ludzie pożądający „grzechów odpuszczenia” przyprowadzali do świątyni jakieś drogie ich sercu zwierzę domowe, na które „składali” swe przewinienia (Kpł. 4, 4; 23 – 29). Te „obciążone grzechem”, niewinne zwierzęta domowe kapłani-rzeźnicy wykrwawiali a potem palili (tak zwany holocaust) „by ucieszyć Boga” i „wkupić się” w jego łaskę. Dzięki temu prostemu – by nie powiedzieć prostackiemu – zabiegowi „grzech znikał”, nikt już nie miał prawa wypominać ofiarodawcy popełnionych przezeń występków. A i on sam, pod wpływem autorytetu kapłanów, zagłuszał w sobie jakiekolwiek wyrzuty sumienia. W jerozolimskiej świątyni po prostu praktykowano starą jak Izrael sztuczkę z „kozłem ofiarnym” który, ku uciesze jego ofiarodawców, pokutował za nie swoje grzechy oraz zbrodnie. Hebrajski „bóg” był trywialnie bogiem Zapomnienia, Amnezji i Zamknięcia Oczu na „odpokutowane”, za pomocą umęczenia tak zwanych „baranków bożych”, przewinienia.

Z punktu widzenia zwykłego, posiadającego zdolność kojarzenia faktów śmiertelnika, Bóg – Wielki Sędzia, który przyjmuje „okup” za „wymazanie z rejestru przestępstw” jakiegoś przewinienia, w niczym się nie odróżnia od biorącego łapówki urzędnika, który za odpowiednim wynagrodzeniem udaje, że nie widzi spraw ewidentnie śmierdzących. Nie trzeba się tutaj nawet powoływać na starożytny grecki kosmiczny Nous (Rozum), by zauważyć, iż jedną z 40, rzadko wyjawianych nazw jerozolimskiego „boga-kolekcjonera łapówek” jest PRZEKUPNY. Oczywiście pod patronatem takiego „Boga” zarówno ilość grzechów, jak i pospolitych zbrodni, w „mieście Pana” musiała być przeogromna. Łatwiej jest bowiem dokonywać kradzieży i innych przestępstw gdy się ma świadomość, że Prawo stwarza „furtkę” poprzez którą, za odpowiednim ‘okupem’, przed Sprawiedliwością można uciec. Dzięki w ten „przemyślny” sposób skonstruowanemu Prawu, zwanemu Torą, profity były dość równo rozłożone wewnątrz specyficznego „trójkąta”, którego ślad zachował się na flagach dzisiejszego Izraela. U jego szczytu tkwił oczywiście „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba”, który mógł nasycać do woli swe nozdrza wonią spalanych na jego cześć ofiar (Kpł. 2, 9 – 10). Zaś u podstawy tego kabalistyczno-pitagorejskiego Trójkąta, na „chwałę bożą” pracował świat przestępczy ściśle związany z mafią „sług bożych”, którym głód nigdy nie zagrażał: gdy przewinień zabrakło, to przecież z łatwością można było te przewinienia „konstruować”, uciekając się do prowokacji podobnych do tej, którą niedawno próbowało zorganizować w Polsce CBA, zastawiając wypełnioną trzema milionami złotych „łapkę na myszy” na wicepremiera Leppera.

Jerozolimską „Świątynię Korupcji”, którą Jezus z Nazaretu nazwał JASKINIĄ ZBÓJCÓW, w końcu zburzyli Rzymianie w 70 roku. Niestety smród po tej Świątyni Grzechów Odkupienia przetrwał dzięki Pismu Świętemu Nowego Testamentu. W czasach nowożytnych, a zwłaszcza w czasach obecnych, określanych jako po-nowoczesne, ten „zaduch poznawczy” rozchodzi się głównie dzięki wysiłkowi Anglosasów i dzięki naśladującym ich „cywilizację” Wielkim Polakom. To właśnie wskutek działalności w świecie ludzi pokroju bohaterów książki O’Sullivana „Prezydent-Papież-Premier”, smród po antycznym „Bogu Izraela” coraz szczelniej przykrywa Ziemię swą „Czarną Chmurą” spalin oraz toksycznych pyłów, zwłaszcza tych powstających przy wybuchach pocisków z uranu.

2. Chrystus Zbawiciel, zgrzeszeń i zbrodni Pomnożyciel, korupcji Krzewiciel

Perfidny pomysł, by zamienić rozumnego Jezusa Nazarejskiego w głupiutkiego „baranka bożego”, który gładzi zbrodnie „inwestorów” w męczeńską śmierć tegoż Jezusa na krzyżu, jest niewątpliwie autorstwa samozwańczego apostoła Pawła. Ten „wikary Chrystusa”, jak sam przed sądem w Jerozolimie z dumą opowiadał, był członkiem sekty Faryzeuszy, „starannie wykształconym w zakonie ojczystym, pełnym gorliwości dla Boga” (Dz. 22, 3; 23, 6). Peanami na temat wartości „odkupicielskiej” ukrzyżowania Chrystusa przepełnione są w szczególności pawłowe „Listy” do Rzymian oraz Koryntian, zaś w super-teologicznym „Liście do Hebrajczyków” (który wśród chrześcijan pojawił się dopiero około roku 150, czyli już nie Paweł go napisał), stwierdza się autorytatywnie co następuje: 

„Bo jeśli krew kozłów i wołów oraz popiół z krowy uświęcają skalanych

i przywracają cielesną czystość,

O ileż bardziej krew Chrystusa (...) oczyści sumienia nasze,

abyśmy mogli służyć Bogu żywemu.

I dlatego jest on pośrednikiem nowego przymierza,

albowiem gdy poniesiona została śmierć

dla odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza,

ci, którzy są powołani, otrzymali dziedzictwo wieczne.

Gdzie bowiem jest testament,

tam musi być stwierdzona śmierć tego, który go sporządził.

(...)

Bo według zakonu niemal wszystko bywa oczyszczone krwią,

i bez rozlania krwi nie ma grzechów odpuszczenia.”

(Hebr. 9, 12-22)

By oszustwo poznawcze, w jakie zaangażował się ten samozwańczy apostoł (i), było trudniejsze do wykrycia, wzdrygający się przed jakimkolwiek, zakazanym przez Torę, wysiłkiem umysłowym, Paweł rozpropagował mit o predestynacji. Według tego mitu Bóg udziela usprawiedliwienia, zwanego łaską, niezależnie od uczynków, li tylko na podstawie wiary (patrz „List do Rzymian” rozdz. 3 i 4). Wiara zaś polega na biernej akceptacji opinii głoszonych przez autorytety, człowiek wierzący stara się zatykać uszy, zasłaniać oczy i w ogóle nie myśleć, byle tylko nie zakwestionować autorytetu swego „Pana”. Taka niechęć do poznania, charakteryzująca chyba wszystkie religie monoteistyczne musi, w sposób konieczny, prowadzić do postulowanej przez Lamarcka Prawo Biologii, atrofii mózgów u osób wierzących. Gdy bowiem unika się pracy umysłowej, to i mózg wierzącego się rozleniwia, aparat skojarzeniowy robi się ospały, niezdolny do kojarzenia faktów, które u osób umysłowo sprawnych wzbudzają po prostu trwogę. Jak chociażby to dumne zapewnienie Apostoła:

„Błogosławieni, którym odpuszczone są nieprawości,

I których grzechy (i zbrodnie) są zakryte;

Błogosławiony mąż,

któremu Pan grzechu (a nawet i zbrodni) nie poczyta.” (Rz. 4, 7-8)

Wymarzone zatem przez biskupów Kościoła, „miasto Boże”, civitas dei, jest w swej istocie Miastem Zakrytych Zbrodni, pilny student „Listów” tegoż Pawła, święty Augustyn, w ten sposób zalecał katolickim księżom fetować Wielką Noc Zakłamania Świata przez ofiarę konającego na krzyżu Chrystusa (dosł. "Pomazańca bożego"):

„O zaiste konieczny był grzech Adama,

który został zgładzony śmiercią Chrystusa!

O szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!

Uświęcająca siła tej nocy,

oddala zbrodnie, z przewin obmywa,

przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym.”

(Jest to „pobożny” hymn, który był śpiewany przez księży po łacinie w Wielką Sobotę Wielkanocy, aż do czasów II Soboru Watykańskiego)

Nowe Przymierze z Bogiem, zawarte na Golgocie, zostało przegłosowane przez biskupów-zdrajców, wraz z dogmatem o ‘grzechów odpuszczeniu’, dopiero na „Soborze zbójeckim” w Efezie w 464 roku. To Przymierze z Przekupnym Panem Izraela też ma kształt kabalistycznego „Trójkąta Miłości Własnej – czyli Egoizmu – Boga, Kleru oraz Ludu Bożego”. U jego szczytu w Nowym Testamencie znalazła się, pojawiająca po raz pierwszy w „Objawieniu” św. Jana, „Dwójca Boga i Baranka”. Ta „święta Dwójca” pobudza chrześcijan do naśladownictwa swego zachowania: Chrystus-Baranek oczywiście popycha do męczeństwa imitujących Jezusa z Nazaretu przedstawicieli Homo sapiens próbujących, tak jak On bezskutecznie, zwrócić uwagę świata na korupcję szerzącą się w „mieście boga”. „Bóg Ojciec” zaś, zachowując się jak jego pierwowzór z Księgi Kapłanów, raduje się, gdy jego nozdrza wypełnia woń spalanego mięsa, tym razem mięsa najwyższej jakości, bo z ciał żywcem spalanych na stosach heretyków oraz innowierców (ii). U podstawy zaś tego „Nowego Trójkąta Miłości Własnej” rozkwitła Nowa Świątynia oraz komercyjny Zakon Kupców-Wojowników Nowego Izraela, będący kontynuacją mafijnych tradycji „złodziei i zbójców” Starego Testamentu (iii). Ten nowy, zbrojny w wizerunki krzyża „lud boży” zaczął się „wykupywać”, z popełnianych przez siebie zbrodni, za pomocą hojnych darów dla miłującego przecież dostatek kleru: w ten właśnie sposób powstała przebogata, późnoromańsko-gotycka katedra San Marco w Wenecji, zbudowana dzięki „okupowi za grzechy” mafii kupieckiej tego, dominującego na Morzu Śródziemnym, państwa-miasta.

3. „Uciekajcie z Jeruzalem! To rozkaz z Kosmosu! - ten i następny podrozdział czytać (wraz z przypisami) na http://markglogg.eu/?p=3722.

Ze SŁOWEM BOŻYM, MG.